9/09/2015

Mój krem nr 11 do cery mieszanej i tłustej z rozszerzonymi porami.

Witajcie Kochani!

Dawno nie pisałam o produktach do pielęgnacji twarzy. Czy ich nie używam? Używam, a jakże! Jednak, moja twarz jest bardzo kapryśna, wybredna i nie jest łatwo znaleźć produkt, który nie będzie jej szkodził. Dlatego, jak już znajdę coś dobrego to zużywam do końca, a dopiero później sięgam po nowy kosmetyk danej kategorii. Nie chcę serwować mojej buźce ciągle czegoś nowego, bo skończyć się to mogłoby źle.
Wśród kosmetyków, których obecnie używam, od jakiegoś czasu gości Mój krem Nr. 11 do cery mieszanej i tłustej z rozszerzonymi porami (ze świeżego naparu ziołowego), Fitomed.

Kemem, którym smaruję twarz w ciągu dnia, już od kilku miesięcy, jest hydrolipidowy krem ochronny do twarzy dla dorosłych i dzieci, SPF 50+, Pharmaceris S. Natomiast, po Mój krem No. 11 sięgam podczas wieczornej pielęgnacji. Używam go już dość długo, z przerwami na olejowanie buźki, co by się cera za bardzo nie przyzwyczaiła. A skoro używam go długo, to znaczy, że nie szkodzi mojej skórze, ale o tym za chwilę ...
Krem znajduje się w plastikowym zakręcanym słoiczku, o pojemności 50ml.
Na opakowaniu znajdziemy takie informacje:
Skład, który przyznacie, że jest przyjazny.
 Pod nakrętką znajduje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka.
Krem ma barwę mlecznego cukierka ;)
Jego konsystencja jest jak dla mnie nieco nietypowa. Krem ów nie jest zbity, w kontakcie ze skórą wydaje się wręcz rzadki, choć nie ucieka z palców, ani nie "chlupie" w pudełeczku. Co ciekawe, mimo lekkiej konsystencji produkt jest dość treściwy. A ta ilość, którą widzicie na poniższym zdjęciu, wystarczy na dwa posmarowania buźki !
Moja opinia:
Krem ma naturalny, ziołowy i gorzkawy zapach, całkiem intensywny, ale nie sądzę, by mógł on komuś przeszkadzać. Nie powiem jednak, że jest to moja ulubiona woń.
Jak już wspominałam konsystencja jest nietypowa, ale dla mnie na plus. Niewielka ilość kremu wystarcza na dokładne posmarowanie twarzy, co przekłada się na ogromną wydajność produktu. Należy go zużyć w ciągu trzech miesięcy od otwarcia i wydaje mi się, że jedna osoba może mieć z tym problem. Dlaczego wydaje mi się? Bo ja używam go jedynie na wieczór (a i to z przerwami), więc nie jestem pewna jak byłoby w przypadku używania go dwa razy dziennie codziennie. Mi się nie uda zużyć go w określonym czasie, chyba, że zachęcę męża do korzystania z niego. No nie istotne, tak czy tak, krem jest bardzo wydajny.
Po nałożeniu na buźkę krem wchłania się szybciutko. Nie pozostawia tłustego, czy lepiącego filmu, jednak na skórze tworzy się taka jakby wilgotna powłoczka, której nie widać (twarz nie świeci się), ale jest ona wyczuwalna pod palcami- przyjemne uczucie. Nie polecam jednak walić kremu za bardzo od serca, bo na buzi zrobi się ślizgawka ;)
Zdarzało się, że gdy wychodziłam gdzieś wieczorem Mój krem 11 stanowił bazę pod podkład mineralny, a w roli tej spisał się bez zastrzeżeń. Podkład przylega do niego prawidłowo, nie waży się, jest ok, choć nie wiem, jak sprawa się ma, jeśli chodzi o podkłady płynne.
No i teraz najważniejsze, czyli działanie kremu na moją mieszaną i skłonną do zapychania cerę. Produkt ten bardzo dobrze nawilża skórę, nie towarzyszą mi suche skórki, o które u mnie pojawiają się bardzo szybko w przypadku niedostatniego nawilżenia. Krem przeznaczony jest dla cer z rozszerzonymi porami i ... zdecydowanie zwęża "kratery" na nosie! Miałam problem z czarnymi punkcikami i produkt ów zwalczył u mnie ten problem. Rozszerzone pory były u mnie widoczne szczególnie na nosie, a teraz są zdecydowanie mniej widoczne. Wraz z odpowiednio dobraną pielęgnacją, krem ów spowodował, że moja cera stała się mniej problematyczna, rzadziej goszczą na niej "nieprzyjaciele", choć ostatnio miałam bardzo nieciekawą sytuację, gdyż wysypało mnie od zmiany wody, w której myję twarz, no ale to nie wina kremu ... Troszkę zawiodło mnie, że produkt ma słabe właściwości regenerujące, nie wpłynął na szybsze gojenie się miejsc po wypryskach, nadal były one zaognione. To chyba jedyny jego mankament, gdyż poza tym spisuje się bardzo dobrze, a przy tym nie podrażnia, nie uczulił mnie no i rzecz jasna nie zapycha- skoro poprawia stan cery to oczywista oczywistość :P
Podsumowując, mogę powiedzieć, że Mój krem 11 to MÓJ krem! :)  Produkt zrobił na mnie pierwsze dobre wrażenie ze względu na swój skład. Udało mu się to wrażenie utrzymać po dziś dzień, poprzez bardzo zadowalające działanie na moją problematyczną cerę. Myślę, że produkt ten zagości jeszcze u mnie, choć przyznam, że mam też chęć wypróbować jego braciszka- Mój krem nr 12.

Cena: 25zł
Dostępność: FitoTeka

Znacie ten krem?
Myślicie, że stałby się on również Waszym kremem?
A może używałyście innego kremu z serii "Mój Krem" ?


15 komentarzy:

  1. duzo cytam pozytywów na temat tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że jesteś zadowolona. Właśnie czekam na dokładnie ten sam, więc dobrze to słyszeć :D Jestem ciekawa, jak się u mnie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie lubię ziołowych zapachów w kosmetykach ;/ Pamiętam do dnia dzisiejszego okropnie zapachy ziołowych kosmetyków Sylveco hi hi

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie go uzywam ale chyba wolę krem nr 12 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo czytam ostatnio o kremach tej firmy i coraz bardziej mnie interesują :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo lubię kosmetyki z fitomedu, ja mam cerę suchą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęciłaś mnie. wpisuję go na "chciejlistę" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. już kiedys o nim czytałam, ale jakoś nigdy mnie szczególnie nie skusił

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam o nim kilka razy, głównie tak jak u Ciebie, pozytywnie :). Ten akurat mnie nie ciekawi, ale jakiś inny z tej serii bym spróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słysze o num pierwszy raz, ale wywarł na mnie dobre wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakoś boję się eksperymentów z kremami do twarzy i ostatnio niezmiennie stosuję poczciwy Cetaphil ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo, ten kremik wydaje się być idealny dla mnie. Mam problem z rozszerzonymi porami na nosie i to jest moja największa zmora. Kremik zapisuję na moją wishlistę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za komentarz :) Zostawienie go zachęca mnie do dalszej pracy oraz odwiedzenia Twojego bloga.