6/25/2017

Nawilżający szampon aloesowy, Equilibra.

Cześć ! :)

Odpowiednio dobrany szampon ma znaczący wpływ na pielęgnację włosów. Może wzmacniać efekty działania innych kosmetyków, bądź działać niekorzystnie na stan skóry głowy i włosów. I wbrew pozorom, dobranie tak podstawowego kosmetyku, jakim jest szampon, wcale nie jest rzeczą prostą. Zwłaszcza, gdy oczekujemy od niego więcej, niż tylko oczyszczenie skóry głowy i włosów. W mojej łazience gości ostatnio nawilżający szampon aloesowy Equilibra, któremu dziś poświęcę kilka zdań.
Szampon znajduje się w butelce o pojemności 250ml, zamykanej na "klik".
Na odwrocie butelki znajdują się informacje na temat produktu.
Skład:
Szampon jest przeźroczysty, ma średnio-gęstą konsystencję.

Moja opinia:
- szampon dobrze się pieni, co przekłada się na jego wydajność;
- ma delikatny, świeży zapach, który mi bardzo się podoba i przywodzi na myśl zieloną roślinność;
- produkt bez zastrzeżeń oczyszcza skórę głowy i włosy, jest skuteczny i jednocześnie delikatny;
- nie plącze kosmyków, zdarza się, że po umyciu nie nakładam na włosy odżywki ani maski i nie mam problemu z ich rozczesaniem;
- po wyschnięciu fryzura jest lekka, włosy miękkie i lśniące;
- produkt ładnie odbija włosy u nasady, zwiększając objętość czupryny, nie powodując natomiast jej puszenia- włosy są ładnie wygładzone;
- szampon nie obciąża włosów, nie przyspiesza ich szybszego przetłuszczania;
- nawilża, dzięki czemu, używając go nie muszę zawsze sięgać po odżywkę- gdy jestem leniwa to ów produkt uwielbiam jeszcze bardziej! ;)
- ma przyjemny skład, z aloesem na drugim miejscu, wzbogacony ekstraktem z pokrzywy, bez slsów i slesów;
- nie podrażnił mi skalpu, ani nie spowodował uczulenia.

Nie mam mu nic do zarzucenia, pozytywnie działa na moje włosy i skórę głowy. Będę do niego wracać i szczerze polecam! :)

Cena: 19,99zł
Dostępność: Sklep Equilibra, apteki

P.S. Chyba uda mi się wreszcie wrócić do regularnego pisania, nic nie obiecuję, ale trzymajcie kciuki! W pracy mam wakacje, studia podyplomowe dziś zakończyłam, broniąc się na pięć! Choć to nie tylko brak czasu był przyczyną mojej nieobecności ... ;) Liczę teraz na przypływ blogowej mocy 💪💪💪

Znacie ten szampon?
Lubicie kosmetyki z zawartością aloesu? Jakie?

5/24/2017

Vichy Dermablend- zdecydowanie najlepszy podkład, jakiego używałam!

Cześć Kochani!
Mój codzienny makijaż nie jest skomplikowany. Przyznam szczerze, rano wolę dłużej pospać niż popracować nad makijażem. Podstawą mojego make-upu, czy to codziennego, czy wyjściowego, jest podkład/krem BB. Moja cera, choć już jest w o wiele lepszym stanie, niż jakieś pół roku temu, ma jednak swoje mankamenty i zależy mi na ich ukryciu. Podkładem, który w ostatnim czasie dba o nienaganny wygląd mojej twarzy jest Dermablend Vichy. 

W eleganckim czarnym kartoniku znajduje się tubka z podkładem, której pojemność wynosi 30ml.

 Kolor, który posiadam to 15 i jest to odcień najjaśniejszy.

Podkład Vichy Dermablend słynny jest ze względu na swoje właściwości kryjące. Spodziewałam się więc dość gęstej i ciężkiej konsystencji kosmetyku (chyba po Revlonie mam taką krytyczną wizję podkładów kryjących). Jakież było moje zdziwienie, gdy po odkręceniu tubki ujrzałam lekką i niezbyt gęstą formułę! Aplikacja podkładu jest bezproblemowa, kosmetyk bardzo dobrze rozprowadza się na twarzy, nie smuży. Nakładam go palcami i tak też zaleca producent. Dermablend bardzo szybko stapia się ze skórą, nie tworząc przy tym efektu maski. Bardzo często podkłady kryjące okryte są złą sławą i utożsamia się je ze „szpachlą” na twarzy. Podkład Vichy wygląda na buzi bardzo naturalnie, nie rzuca się w oczy, gdyż ładnie dopasowuje się do skóry. Moja cera nie ma tendencji do świecenia i użycie tego podkładu nie wymaga przypudrowania. Kosmetyk sam w sobie zapewnia delikatne zmatowienie i nie jest to płaski mat, który sprawia, że cera wygląda na szarą i zmęczoną. Podkład zapewnia ładny satynowy mat, przy którym skóra zdrowo się prezentuje i który to typ zmatowienia lubię najbardziej. W ciągu dnia nie potrzebuję „przypudrowywać noska”, ale jak już wspomniałam, moja cera nie ma problemu ze świeceniem się. Kosmetyk ładnie ujednolica cerę, wyrównuje jej koloryt. Krycie można stopniować, choć ja jestem zadowolona już przy jednej niezbyt grubej warstwie kosmetyku. Przebarwienia stają się odpowiednio zakryte, a na te mocno widoczne dokładam dodatkową odrobinkę podkładu- spełnia w ten sposób jednocześnie funkcję korektora. Więcej o kryjących właściwościach tego kosmetyku przeczytacie na blogu Vichy: tutaj Kosmetyk bardzo dobrze współgra z moim kremem na dzień, a także nakładany bezpośrednio na serum z Vit.C, czy też bezpośrednio na skórę twarzy. Testowany w różnych warunkach i okolicznościach podkład nie warzy się na buzi. Trwałość oceniam bardzo dobrze, wieczorem makijaż wciąż jest widoczny i podczas demakijażu jest nad czym pracować. Co istotne w tym produkcie, to, że posiada filtr spf 35, zatem osoby, które nie potrzebują stricte wysokiej ochrony przeciwsłonecznej (min. spf 50), używając tego podkładu będą mogły zrezygnować z kremu z filtrem. Nie zauważyłam, by podkład negatywnie wpłynął na moją cerę. 
 Podkład świetnie prezentuje się na twarzy. Żaden z dotąd poznanych mi podkładów kryjących nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, a uwierzcie, że przy problemach z cerą, które chciałam ukrywać, poznałam tego typu fluidów wiele. Gdy pierwszy raz nałożyłam go na twarz, robiąc jednocześnie ten sam makijaż co zazwyczaj i układając włosy w ten sam sposób, moja mama widząc mnie, spojrzała z zaciekawieniem i spytała czy mam jakąś inną fryzurę :P Wiedziała, że coś za ładnie wyglądam, ale nie zgadła, co się zmieniło. A to tylko, lub AŻ, podkład. Na pewno podkładu użyję do wykonania makijaży na wesela, które zapowiadają się w nadchodzące wakacje (aż 3!). Mogę liczyć na jego niezawodność i to, że zapewni mi elegancki i nienaganny wygląd przez długie godziny.

Znacie ten podkład?
Macie swojego ulubieńca w tej dziedzinie makijażu? 

5/09/2017

Happy Box by Farmona: Dermiss pielęgnacja twarzy.

Cześć Skarby! :)

Żyję, żyję i mam się dobrze! Musiałam zrobić sobie małą przerwę w blogowaniu, by móc ogarnąć sprawy nieco ważniejsze. Tęskniłam jednak ogromnie za tym moim małym kawałkiem świata internetowego i oto powracam 🙋 Gdy odpaliłam bloggera, by napisać posta, aż zdziwiłam się, że już tak dawno nic nie pisałam ...
Chyba najlepszym tematem, który pomoże mi wczuć się na nowo w blogowy klimat, będzie prezentacja kosmetycznych nowości. Jakiś czas temu otrzymałam prawdziwie niespodziewaną niespodziankę od Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona. Happy Box skrywał w sobie 5 kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy z linii Dermiss, które dziś chcę Wam zaprezentować.
 5 produktów- na każdy krok pielęgnacji twarzy.
01 DEMAKIJAŻ I OCZYSZCZANIE
02 TONIZACJA I ODŚWIEŻENIE 
03 EKSFOLIACJA
04 PIELĘGNACJA DZIENNA
05 PIELĘGNACJA ZAAWANSOWANA

01 NUTRI CLEANSING
Kremowy olejek do demakijażu twarzy i oczu/ creamy oil make-up remover
- delikatnie i skutecznie usuwa makijaż
- dokładnie oczyszcza skórę
- przywraca skórze gładkość i miękkość

02 IDEAL BALANCER
Nawilżający płyn micelarny do twarzy i oczu/ moisturising micellar water
- dokładnie oczyszcza i usuwa makijaż
- przywraca prawidłowe pH 
- nawilża i łagodzi podrażnienia

03 SOFT EXFOLIATION
Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym/ progressive exfoliating gel
- usuwa martwe komórki naskórka
- przywraca gładkość i wyrównuje koloryt

04 ACTIVE REOLU-C
Odbudowujący krem z witaminą C/ rebuilding cream with vitamin C
- odmładza wygląd skóry
- przywraca jej naturalny blask

05 VITAMIN BOOSTER
Restrukturyzująca kuracja z witaminą C/ restructuring treatment with vitamin C
- pobudza system odnowy skóry
- zmniejsza widoczność zmarszczek
- wyrównuje koloryt cery

Pierwsze wrażenie dotyczące wyżej zaprezentowanych kosmetyków jest bardzo pozytywne. Podoba mi się design opakowań, jak też ich funkcjonalność- pompki przy buteleczkach. Również składy tych kosmetyków są według mnie bardzo fajnie skomponowane. W kremowym olejku nie uświadczymy parafiny, kompozycja żelu złuszczającego jest bardzo krótka, a kuracja z witaminą C zawiera witaminę C już na drugim miejscu w składzie! A więcej szczegółów odnośnie każdego z tych kosmetyków znajdziecie TUTAJ, rozwijając sobie opisy każdego z produktów. A ja, gdy poznam bliżej linię Dermiss, napiszę o tych kosmetykach więcej. 

Znacie kosmetyki z linii Dermiss?
Któryś preparat zaciekawił Was szczególnie?

4/18/2017

Nawilżający krem do rąk grapefruit z zieloną miętą, Ziaja.

Hejka!

Kremy do rąk idą u mnie jak przysłowiowa woda. Chyba poza żelami pod prysznic, są to najszybciej zużywane przeze mnie kosmetyki. Bo o ile balsamowania ciała, czy stóp zdarza mi się czasami zaniechać, tak dłonie kremuję nawet kilkukrotnie w ciągu dnia. Ostatnio często sięgam po nawilżający krem do rąk grapefruit z zieloną miętą, firmy Ziaja.
Krem znajduje się w białej poręcznej butelce o pojemności 200ml.
Dużym plusem jest oczywiście pompka, w którą zaopatrzone jest opakowanie.
Na odwrocie butelki umieszczone są informacje na temat produktu.
Skład kremu:
Kosmetyk ma białą barwę.

Moja opinia:
Konsystencja kremu jest lekka, niezbyt gęsta. Kosmetyk idealnie rozprowadza się na skórze dłoni, dobrze wchłania, nie pozostawiając tłustego, czy lepiącego filmu. Zapach kremu jest bardzo przyjemny, świeży i kojarzy mi się z wiosną. Woń grapefruita z miętą stanowi bardzo udane połączenie, w którym żaden z tych zapachów nie dominuje znacząco nad drugim- taka owocowa świeżość, która całkiem nieźle utrzymuje się na skórze. Nie wiem, jak u Was, ale mnie ładnie pachnący krem motywuje do częstego sięgania po niego 😊
Kosmetyk ten zadowala mnie swoim działaniem. Bardzo dobrze nawilża skórę i odżywia ją. Przez długi czas po użyciu dłonie są miękkie i wygładzone, bardzo przyjemne w dotyku. Zauważalnie przynosi też ukojenie w przypadku dłoni przesuszonych, czy podrażnionych- co miałam okazję dostrzec wykonując świąteczne porządki bez rękawiczek (brawo ja!). 

Komfort używania, miły dla nosa zapach oraz szybkie i skuteczne działanie sprawiają, że chętnie sięgam po ów krem i pozytywnie oceniam jego właściwości. Do tego uwzględnijmy niską cenę i mamy kosmetyk wart poznania :)

Cena: ok. 9,80zł
Dostępność: saloniki Ziaja, drogerie, apteki, e-ziaja


Znacie ten krem?
Jakiego kremu do rąk obecnie używacie?
A jaki jest Waszym ulubieńcem w tej dziedzinie? 

4/16/2017

WIOSENNE MASKOWANIE #1: Australian Tea Tree Peel-off Mask, oczyszczająca maseczka do twarzy, Beauty Formulas.

Cześć Kochani! :)

Na mojej twarzy regularnie goszczą maseczki. Kiedyś, sięgałam po nie sporadycznie i były to przeważnie glinki. Z czasem zaczęłam się przekonywać, że relaks z maseczką nie jest tylko chwilą przyjemności samą w sobie, a czasem, gdy moja skóra wiele może zyskać. Zwłaszcza, że nie sięgam po krem na noc, więc w jakiś sposób muszę zapewnić mojej cerze dodatkową pielęgnację. Glinki uwielbiam nadal, choć ostatnio- z braku czasu i lenistwa, sięgam po maski gotowe. Nawet zaczęłam przekonywać się do maseczek saszetkowych, choć wcześniej nigdy nie było mi z nimi po drodze.
W ostatnim czasie poznałam wiele różnych maseczek, dlatego najbliższe posty będą obfitowały w recenzje tego typu kosmetyków. Cykl WIOSENNEGO MASKOWANIA, rozpoczyna oczyszczająca maseczka tea tree peel-off, Beauty Formulas.
Maseczka znajduje się w saszetce o pojemności 50ml, dużym plusem opakowania jest fakt, iż jest ono zakręcane. 
Z tyłu znajdują się informacje na temat produktu:
Skład prezentuje się następująco:
Poza alkoholem, którego obecność średnio mi się podoba (jednak po nałożeniu szybko on wyparowuje), znajdziemy w maseczce olejek z drzewa herbacianego oraz kilka roślinnych ekstraktów. 

Maska ma żelową konsystencję, jest bezbarwna.

Moja opinia:
Cykl WIOSENNE MASKOWANIE zaczęłam od tej maski, ponieważ kolorystyka opakowania od razu przywodzi na myśl tę porę roku. Poza kolorową prezencją rzucającą się w oczy, plusem owej tubki jest nakrętka, która zapewnia wygodę w używaniu kosmetyku. Pojemność maski wystarczy na ok. 7razy, choć uzależniona jest od grubości warstwy, jaką nakłada się na buzie.
Konsystencja produktu jest idealna- gęsta, żelowa, nieco lepka. Maska bezproblemowo rozprowadza się na twarzy i doskonale do niej przywiera. Przez pierwsze kilka minut po aplikacji wyczuwalna jest woń alkoholu- gdy się ulotni, zapach maski jest niemalże niewyczuwalny. Maska zastyga w zależności od tego, jak grubą warstwę nałożymy. Łatwo zaobserwować, kiedy nadaje się do zdjęcia. Kiedy jest już odpowiednio zaschnięta, udaje się zdjąć ją z twarzy w całym płacie, choć przylega do skóry dość mocno- jedna z najlepszych peel-off pod tym względem, jakie miałam!
Przy pierwszym użyciu miałam obawy, że po zdjęciu ujrzę czerwoną twarz. Po pierwsze, dlatego, że w składzie jest alkohol, po drugie dlatego, że maska przywiera do twarzy mocno i trzeba ją trochę mocno ciągnąć. Na szczęście żadne zaczerwienienie, czy podrażnienie nie wystąpiło- ani za pierwszym, ani za żadnym innym razem. Po zdjęciu maseczki pierwsze co rzuca się w oczy to pięknie zmatowiona buzia! Uważam zatem, że maseczka idealnie nadaje się przed nałożeniem makijażu- zwłaszcza, gdy liczymy na nienaganną prezencję przez długi czas, np. z racji jakiejś imprezy. Jednocześnie maseczka nie wysusza skóry, buzia po jej użyciu staje się miękka i przyjemna w dotyku. Co do właściwości oczyszczających, to są one widoczne, aczkolwiek można je zaobserwować stopniowo. Po pierwszym użyciu "wyssane" zostały te większe pory na nosie. Wraz z regularnym używaniem zauważyć można co raz lepsze oczyszczenie skóry, również upierdliwych czarnych kropek na nosie :P Moja buzia sama w sobie nie potrzebuje systematycznego oczyszczania w formie maseczki, dlatego resztę tego kosmetyku zużyję jedynie na obszar nosa, którego, w porównaniu do reszty twarzy, cechują rozszerzone pory, wymagające solidnego oczyszczania. I ów produkt zdaje egzamin na tym obszarze, choć też, jak większość kosmetyków tego typu, nie likwiduje wągrów raz na zawsze ;)

Cena: ok. 10zł
Dostępność: m.in. Drogerie Natura, widziałam je też w Intermarche 


Znacie tę maskę?
Lubicie maseczki typu peel-off?

4/07/2017

LIQ Ce serum night 15% vitamin E mask, Liqpharm. Serum-maska z witaminą E.

Cześć Kochani!

Witamina E w kosmetyce niesłabnącą popularnością. Bo kto nie słyszał o "witaminie młodości"? Ostatnio co prawda furorę na rynku i blogach robią kosmetyki z witaminą C, to jednak uważam, że witamina E sama się obroni i wciąż będzie w czołówce, jeśli chodzi o dobroczynny wpływ na skórę. Wysokie stężenie, bo aż 15%, tejże witaminy zawiera LIQ Ce serum-maska z witaminą E, na noc. Jest to dermokosmetyk Liqpharm- polskiej marki, która moje serce zdobyła swoim wspaniałym serum z witaminą C- LIQ CC serum light, o którym pisałam TUTAJ. W dalszej części wpisu, dowiecie się, czy serum-maska LIQ Ce, przypadło mi do gustu równie mocno.

Buteleczka z serum umieszczona jest w turkusowym kartoniku, pięknym w swej prostocie!
Na pudełeczku znajdziemy takie oto informacje dotyczące kosmetyku:
Skład:
Maska/serum znajduje się w zgrabnej buteleczce (30ml) wykonanej z ciemnego szkła.
Butelka zaopatrzona jest w pipetę, a samo serum, jak widać, ma mleczno-białą barwę.

Moja opinia:

Nad opakowaniem nie będę się długo rozwodzić, ponieważ ten turkusowy kartonik mówi sam za siebie ;) Buteleczka prezentuje się bardzo elegancko, sprawiając wrażenie kosmetyku profesjonalnego.
Konsystencja serum nie jest tak lekka jak w przypadku LIQ CC. Produkt ów jest odrobinę zawiesisty, nie ma jednak problemu z rozprowadzeniem go na twarzy. Ja stosuję 4 kropelki serum na jednorazową aplikację. Bezpośrednio po nałożeniu, na skórze powstaje lekko lepki film, który po kilku chwilach, bądź wklepaniu w skórę, znika. Serum to jest jednocześnie maską, więc nie oczekiwałam, że będzie się błyskawicznie się wchłaniać. Skóra potrzebuje chwili, by przyswoić odżywcze składniki, a kiedy ma mieć ten czas, jak nie nocą? :) 
I po takiej oto "odżywczej nocy" budzi się ma lico promienne, zdrowo wyglądające i świeże! To, co szybko da się zaobserwować w działaniu serum, to dostarczenie skórze dużej dawki nawilżenia. Zapomniałam już czym są suche skórki. Jednocześnie kosmetyk przyczynia się do poprawy gładkości skóry i sprawia, że staje się ona bardziej... gęsta. Takie wrażenie, jakby była wypchana czymś od środka- nie mylić z rozpulchnieniem skóry! Delikatnie (z uwagi na moje młode lata) dostrzegłam też poprawę napięcia. W moim wieku problemu z tym dużego jeszcze nie ma ;) jednak, jak to mówią- lepiej zapobiegać. Zanim zaczęłam stosować ów produkt, w mojej pielęgnacji podstawą były bezkremowe noce. Serum, jak na produkt tego typu, jest dość treściwe, zatem zastanawiało mnie, jak zadziała na stan skóry (ech, ta problematyczna cera). I mimo odżywczej konsystencji, nie przyczyniło się do wysypu niedoskonałości itp. Wręcz przeciwnie! Moja cera zauważalnie poprawiła się. Nie była już co prawda tak problematyczna, jak kiedyś, jednak gościły na niej liczne niedoskonałości. Teraz zdarzają się one sporadycznie. A o tym, jak się ma witamina E do problematycznej cery, przeczytać możecie u Ziemoliny. Ja sprawdziłam to działanie na sobie i powiem, że efekty zauważalne i w pełni satysfakcjonujące. Dodatkowo serum ma działanie kojąco-łagodzące, dzięki czemu rzadziej pojawiają się zaczerwienienia na mej twarzy i jest ona mniej podatna na różnego rodzaju czynniki drażniące. 


I cóż więcej mogę powiedzieć ... kolejne CUDO od Liqpharm ! 😍 Teraz powracam znów do mojego ulubieńca- serum  LIQ CC, którego chwilowo odstawiłam, by w pełni móc poznać właściwości LIQ Ce. Obydwa specyfiki doskonale dbają o moją cerę i prezencję twarzy, dlatego nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy bez ich udziału. LIQ CC gości u mnie stale już od ponad roku, a LIQ Ce zużywam dopiero pierwszą buteleczkę, ale na pewno nie ostatnią.  


Zarówno bohatera dzisiejszego wpisu- LIQ Ce (ok. 62zł), jak i jego braciszka- Liq CC (ok. 62zł) dostać możecie w aptekach. Ja zamawiam online. 

Znacie to serum-maskę?
A może sięgaliście po inne produkty Liqpharm?