Jak Wam mija deszczowa sobota? Ja się kręcę bez celu i coś tam troszkę sprzątam, ale z racji, że idzie mi opornie, wzięłam się za recenzję.
Dziś chciałabym Wam opowiedzieć troszkę o kremie, który ostatnio pielęgnuje moją twarz, o Moim Kremie No.9, marki Fitomed. A skąd tytuł posta (fragment piosenki Lady Pank) ? A stąd, że krem ten jest karotenowy, odcień słoneczny, odżywczo- nawilżający i przeznaczony do cery mieszanej. Czy okazał się Moim Kremem? Dowiecie się tego wszystkiego poniżej.
Bohater posta prezentuje się tak:
Krem umieszczony jest w plastikowym słoiczku, o pojemności 50ml. Pod zakrętką opakowania, znajduje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowej osłonki.
Na opakowaniu umieszczone są informacje na temat kremu.
Za skład daję lajka ;)
Przy pierwszym otwarciu barwa kremu mnie zaskoczyła, choć w sumie mogłam się takowej spodziewać. Piękny, intensywny kolor marchewkowy.
Konsystencja jest lekka, niezbyt gęsta.
Rozsmarowany na ręku wygląda tak:
Zapach kremu jest taki oleisty, nie ciężki, ale mi nie przypadł do gustu. Konsystencja, jak już wspomniałam, jest lekka, dzięki czemu krem bezproblemowo rozprowadza się na twarzy i wystarcza do tego niewielka ilość. Krem wchłania się dość szybko, choć bezpośrednio po posmarowaniu twarzy, pozostaje na niej warstewka, na którą należy uważać, gdyż może barwić ubranie, pościel itp. Po całkowitym wchłonięciu buźka nie pozostaje tłusta. czy lepiąca.
Kremu używam na noc. Początkowo, gdy moja twarz nie była opalona krem był na niej widoczny. Twarz z bladej robiła się pomarańczowa. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ i tak szłam spać. Z czasem jednak twarz nabierała ładnego, złocistego kolorytu. W końcu udało mi się ładnie opalić buźkę i sądzę, że przyczynił się do tego ów krem. Przyspiesza on efekt opalania. Zazwyczaj latem jestem opalona, a twarz biała i wyglądam jak chora xD A teraz sama zauważyłam, że koloryt mojej skóry się zmienił. Z resztą wiele osób zauważyło u mnie ten fakt ;) Efekt opalonej buźki to zasługa słońca oraz kremu, który sam z siebie regularnie używany zmienia odcień skóry. Krem ma też za zadanie przedłużyć opaleniznę, ale na ten temat jeszcze się nie wypowiem. Obecnie moja twarz po wchłonięciu się kremu, nie jest pomarańczowa, a jedynie podkreślona zostaje opalenizna. Buźka ma ładny, zdrowy koloryt. Poza tym krem ten bardzo dobrze nawilża twarz, używany jedynie na noc w zupełności mi wystarcza (za dnia cera ma, o ile nie jestem umalowana, jest na detoksie). Nawilżenie jest zadowalające, nie ma problemu z suchymi skórkami (choć codziennie myję twarz czarnym mydłem). Poza tym skóra jest odżywiona. Cieszy mnie fakt, że krem nie zapycha, na co moja twarz jest podatna. Ogólnie żadnego niekorzystnego wpływu na stan cery nie zauważyłam.
Krem ten sprostał moim oczekiwaniom- przede wszystkim dobrze nawilża twarz, nadaje jej ładnego złotego kolorytu (co nie jest domeną wszystkich kremów). Poza tym jest wydajny i cechuje go świetny skład. Nie szkodzi mojej twarzy i za to kolejny plus. Śmiało mogę powiedzieć, że to jest Mój Krem!
Osoby z opaloną buźką, bądź ciemną karnacją mogą go od początku używać na dzień, gdyż w tym przypadku, nie spowoduje "pomarańczownia" twarzy, a ładnie podkreśli opaleniznę. Nie wiem jak sprawdzi się pod makijaż, bo go używam na noc ;)
Cena: 27zł
Dostępność: Fitomed, FitoTeka, stacjonarnie
Znacie ten krem? A może okazał się również Waszym kremem?
Lubicie olej marchwiowy w kosmetykach?
Możecie mi polecić jakieś ciekawe kosmetyki z jego zawartością?
Buziaki!
I życzę Wam słonecznej niedzieli :)