Hejka! ;)
Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy, bez użycia toniku. Ostatnio w rolę tego kosmetyku, wcieliła się u mnie woda różana. Przemywam nią twarz rano, wieczorem, jak też w ciągu dnia. Jak sobie radzi? Chętnie Wam o tym opowiem :)
Woda, którą posiadam mieści się w plastikowej buteleczce o pojemności 125ml.
Opakowanie zaopatrzone jest w dozownik (nie, nie psika sprayem ani mgiełką, tylko strumieniem )
Moja opinia:
Jak już wspomniałam na początku, wody tej używam przede wszystkim jako toniku. Aplikuję ją na wacik, po czym przemywam twarz. Dzięki dozownikowi nie wylewa mi się jej za dużo, co wpływa korzystnie na wydajność. Woda pięknie pachnie (no chyba, że ktoś nie lubi zapachu róż), naturalnie, różami. Bardzo dobrze oczyszcza twarz z zanieczyszczeń, brudu, kurzu, czy potu. Woda ta świetnie odświeża twarz, szykując ją na przyjęcie kremu. Nie pozostawia tłustej, czy lepiącej warstewki- tak jak niektóre toniki, buźka po przemyciu tą wodą jest przyjemna w dotyku, gładziutka. Woda różana łagodzi podrażnienia, działa kojąco na skórę (oraz oczy, gdy je przypadkowo potraktuję czymś szczypiącym) oraz nawilża.
Nie zauważyłam jakiegokolwiek negatywnego wpływu na cerę. Ale w sumie- czy 100% natury może zaszkodzić? Jeśli nie jest się uczulonym, to uważam, iż jest to wykluczone.
Dobrze sprawdza się również jako dodatek do maseczek- zamiast zwykłej wody, dodaję wodę różaną do glinek. Myślę, że dzięki temu maseczka ma lepsze właściwości.
Woda różana jest moim HITEM! Spisuje się świetnie, jako tonik, a także można ją wykorzystać jako półprodukt, co jest jej dodatkowym atutem. Skoro właściwości wody różanej pozwalają używać jej jako toniku, a skład ma o wiele lepszy od tego typu produktów drogeryjnych, to dla mnie jest to najlepszy tonik, jaki miałam. Zapewne zagości u mnie jeszcze nie raz :)
Cena: 19zł/ 125ml
Dostępność: Magvita
Stosowałyście już wodę różaną?
Jak się u Was spisała? :)
Pozdrawiam! :)
6/17/2014
6/15/2014
Makijaż w letnich barwach- cienie do powiek Opal, PAESE.
Hej Kochani! :)
Mistrzem makijażu to ja nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę. Jednak czasami lubię coś pokombinować, podszkolić się, ot tak, dla własnej satysfakcji ;) Dziś chcę Wam pokazać makijaż, jaki gościł na mych oczętach w ubiegłą, słoneczną niedzielę. Miałam wtedy zdejmowane szwy z głowy (nareszcie!) i doktor, który mi je ściągał, stwierdził, że mam pięknie pomalowane oczy- taki komplement z ust chirurga, hohoho :P No, ale on raczej specem w dziedzinie makijażu nie jest, więc traktuję to z przymrużeniem oka. Niemniej, chcę podzielić się w Wami moim malunkiem, a przy okazji mini- recenzją potrójnych cieni Opal, PAESE.
W okrągłej plastikowej paletce znajdują się trzy kolorki.
Kolory powyższe oznaczone są numerkiem 235- Saint Tropez.
Swatche:
Moja pinia:
- cienie, mimo że jasne, są dobrze napigmentowane (na oku- bez bazy)
- trzymają się cały dzień, bez utraty koloru (nawet upalny dzień wytrzymały idealnie)
- nie zbierają się w załamaniach powiek
- nie osypują się podczas aplikacji
- ładnie pachną (!) serio, na oku tego co prawda nie czuć, ale w opakowaniu owszem i przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tak ładnym zapachem cieni ;)
Cóż mogę więcej powiedzieć? Polubiłam je, nie tylko za doskonałą jakość, ale też za piękne letnie kolorki, które świetnie ze sobą współgrają :)
Cena także jest w porządku- ok 15zł (co wychodzi 5zł za jeden kolorek)
I jeszcze makijaż.
I jak Wam się podoba? Lubicie taką kolorystykę?
A i jeszcze jedno- czy myślicie, że taki makijaż mógłby być na wesele?
Czy może jest zbyt "dzienny" i lepiej postawić na ciemniejsze odcienie?
Buziaki! :*
Mistrzem makijażu to ja nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę. Jednak czasami lubię coś pokombinować, podszkolić się, ot tak, dla własnej satysfakcji ;) Dziś chcę Wam pokazać makijaż, jaki gościł na mych oczętach w ubiegłą, słoneczną niedzielę. Miałam wtedy zdejmowane szwy z głowy (nareszcie!) i doktor, który mi je ściągał, stwierdził, że mam pięknie pomalowane oczy- taki komplement z ust chirurga, hohoho :P No, ale on raczej specem w dziedzinie makijażu nie jest, więc traktuję to z przymrużeniem oka. Niemniej, chcę podzielić się w Wami moim malunkiem, a przy okazji mini- recenzją potrójnych cieni Opal, PAESE.
W okrągłej plastikowej paletce znajdują się trzy kolorki.
Kolory powyższe oznaczone są numerkiem 235- Saint Tropez.
Swatche:
Moja pinia:
- cienie, mimo że jasne, są dobrze napigmentowane (na oku- bez bazy)
- trzymają się cały dzień, bez utraty koloru (nawet upalny dzień wytrzymały idealnie)
- nie zbierają się w załamaniach powiek
- nie osypują się podczas aplikacji
- ładnie pachną (!) serio, na oku tego co prawda nie czuć, ale w opakowaniu owszem i przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tak ładnym zapachem cieni ;)
Cóż mogę więcej powiedzieć? Polubiłam je, nie tylko za doskonałą jakość, ale też za piękne letnie kolorki, które świetnie ze sobą współgrają :)
Cena także jest w porządku- ok 15zł (co wychodzi 5zł za jeden kolorek)
I jeszcze makijaż.
I jak Wam się podoba? Lubicie taką kolorystykę?
A i jeszcze jedno- czy myślicie, że taki makijaż mógłby być na wesele?
Czy może jest zbyt "dzienny" i lepiej postawić na ciemniejsze odcienie?
Buziaki! :*
6/13/2014
Miłości do glinek ciąg dalszy: glinka różowa.
Witajcie Kochani!
Wreszcie można trochę odetchnąć od tych upałów, mam nadzieję, że nieprędko wrócą. Dzisiejsza pogoda jest idealna- nie za ciepło, nie za zimno- chce się żyć :)
To jak już aktualną pogodę skomentowałam, mogę przejść do tematu. Moja miłość od glinek trwa nieustanie, poznałam już kilka ich rodzajów, a ostatnio miałam okazję zapoznać się z glinką różową.
Producent pisze o niej tak:
Glinka mieści się w plastikowym słoiczku i znajduje się tam 100g produktu.
Kolorek glinki, to "brudny" róż. Glinka swą strukturą przypomina mąkę, nie są wyczuwalne żadne ziarenka, jest idealnie gładka.
Glinki różowej używałam jedynie, jako maseczki na twarz (choć producent sugeruje również inne zastosowania). Na tej podstawie wydaję swoją opinię, oto ona :
- dzięki swej strukturze glinka ma po rozrobieniu z wodą gładką, kremową konsystencję
- nałożona na twarz nie szczypie, nie piecze, nic złego się nie dzieje
- zmywa się bezproblemowo, nie potrzeba używać gąbeczki
Efekty:
- cera pełna blasku, ma piękny zdrowy koloryt
- znika szarość i zmęczenie z twarzy
- buźka jest nawilżona
- podrażnienia i zaczerwienienia złagodzone, mniej widoczne
- pory są lekko oczyszczone, odetkane, ale nie jest to efekt spektakularny
Przyznam, że polubiłam się z tą glinką. Nie ma może ona nadzwyczajnych właściwości oczyszczających (to znalazłam już u innych glinek), ale za to przynosi inne efekty. Jej największym atutem jest nadanie cerze blasku i promiennego wyglądu. Jest bardzo delikatna, więc na pewno nikomu nie zrobi krzywdy :)
Cena: 7,99zł / 100g
Dostępność: CosmoSPA
Używałyście różowej glinki? :) Jak się spisała?
Pozdrawiam! :):*
Wreszcie można trochę odetchnąć od tych upałów, mam nadzieję, że nieprędko wrócą. Dzisiejsza pogoda jest idealna- nie za ciepło, nie za zimno- chce się żyć :)
To jak już aktualną pogodę skomentowałam, mogę przejść do tematu. Moja miłość od glinek trwa nieustanie, poznałam już kilka ich rodzajów, a ostatnio miałam okazję zapoznać się z glinką różową.
Producent pisze o niej tak:
Glinka mieści się w plastikowym słoiczku i znajduje się tam 100g produktu.
Kolorek glinki, to "brudny" róż. Glinka swą strukturą przypomina mąkę, nie są wyczuwalne żadne ziarenka, jest idealnie gładka.
Glinki różowej używałam jedynie, jako maseczki na twarz (choć producent sugeruje również inne zastosowania). Na tej podstawie wydaję swoją opinię, oto ona :
- dzięki swej strukturze glinka ma po rozrobieniu z wodą gładką, kremową konsystencję
- nałożona na twarz nie szczypie, nie piecze, nic złego się nie dzieje
- zmywa się bezproblemowo, nie potrzeba używać gąbeczki
Efekty:
- cera pełna blasku, ma piękny zdrowy koloryt
- znika szarość i zmęczenie z twarzy
- buźka jest nawilżona
- podrażnienia i zaczerwienienia złagodzone, mniej widoczne
- pory są lekko oczyszczone, odetkane, ale nie jest to efekt spektakularny
Przyznam, że polubiłam się z tą glinką. Nie ma może ona nadzwyczajnych właściwości oczyszczających (to znalazłam już u innych glinek), ale za to przynosi inne efekty. Jej największym atutem jest nadanie cerze blasku i promiennego wyglądu. Jest bardzo delikatna, więc na pewno nikomu nie zrobi krzywdy :)
Cena: 7,99zł / 100g
Dostępność: CosmoSPA
Używałyście różowej glinki? :) Jak się spisała?
Pozdrawiam! :):*
6/11/2014
Wszędzie glinka, nawet w mydle!
Hejka! :)
Glinki bardzo często goszczą w pielęgnacji mojej twarzy- głównie używam ich jako maseczek. Ostatnio miałam również możliwość poznać, jak glinka spisuje się, jako dodatek do mydła, a wszystko za sprawą
mydła Aleppo z czerwoną glinką, Najel.
Mydełko jest zafoliowane. Jego waga wynosi 100g.
Skład:
Informacje producenta:
Więcej o właściwościach tego mydła przeczytacie tu- KLIK!
Mydełko jest brązowej barwy i ma wytłoczony taki "hieroglif" ;)
Pieni się dobrze, a piana ma odcień nieco jaśniejszy niż samo mydło.
Moja opinia:
Mydełko to służy mi do domywania makijażu, bądź myję nim twarz w ciągu dnia- tak czy inaczej, używam go raz dziennie- w godzinach popołudniowych (wieczorem stawiam na czarne mydło savon noir). Jak już wspomniałam pieni się ono dobrze, co wpływa na jego zadowalającą wydajność. Podczas mycia należy uważać na oczy, gdyż mydło to szczypie, gdy się do nich dostanie. Po umyciu skóra jest ładnie oczyszczona, świeża. Dużym plusem tego mydła jest fakt, iż nie wysusza ono skóry, absolutnie nie jest ona ściągnięta- bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że twarz jest lekko nawilżona. Jakiś niesamowitych efektów mydło to nie daje (ciężko jest pobić w działaniu savon noir), ale też nie robi krzywdy- nie podrażnia, nie powoduje wysypu "nieprzyjaciół". Spełnia swe zadanie odpowiednio oczyszczając skórę, nie szkodząc jej.
Cena: 14zł/ 100g
Dostępność: KLIK!
Glinki bardzo często goszczą w pielęgnacji mojej twarzy- głównie używam ich jako maseczek. Ostatnio miałam również możliwość poznać, jak glinka spisuje się, jako dodatek do mydła, a wszystko za sprawą
mydła Aleppo z czerwoną glinką, Najel.
Mydełko jest zafoliowane. Jego waga wynosi 100g.
Skład:
Informacje producenta:
Więcej o właściwościach tego mydła przeczytacie tu- KLIK!
Mydełko jest brązowej barwy i ma wytłoczony taki "hieroglif" ;)
Pieni się dobrze, a piana ma odcień nieco jaśniejszy niż samo mydło.
Moja opinia:
Mydełko to służy mi do domywania makijażu, bądź myję nim twarz w ciągu dnia- tak czy inaczej, używam go raz dziennie- w godzinach popołudniowych (wieczorem stawiam na czarne mydło savon noir). Jak już wspomniałam pieni się ono dobrze, co wpływa na jego zadowalającą wydajność. Podczas mycia należy uważać na oczy, gdyż mydło to szczypie, gdy się do nich dostanie. Po umyciu skóra jest ładnie oczyszczona, świeża. Dużym plusem tego mydła jest fakt, iż nie wysusza ono skóry, absolutnie nie jest ona ściągnięta- bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że twarz jest lekko nawilżona. Jakiś niesamowitych efektów mydło to nie daje (ciężko jest pobić w działaniu savon noir), ale też nie robi krzywdy- nie podrażnia, nie powoduje wysypu "nieprzyjaciół". Spełnia swe zadanie odpowiednio oczyszczając skórę, nie szkodząc jej.
Cena: 14zł/ 100g
Dostępność: KLIK!
Zdjęcia produktu robione były zanim zaczęłam go używać, bo zmydlone, nie wygląda już tak ładnie ;)
Używacie tego typu mydełek? Czy może jednak stawiacie na żele do mycia twarzy?
Co jest Waszym faworytem w tej dziedzinie?
Buziaki! :*
6/07/2014
Ten lakier pasuje do mojej sukienki :)
Hej Kochani Czytelnicy! :)
Jak Wam mija sobota? Jakieś ciekawe plany na wieczór macie? ;)
Ja ogarniam sprzątanie, a wieczorek w domu- strach iść gdziekolwiek z dziurą w głowie :P Ale być może jutro zdejmą mi szwy i będzie lepiej :)
Dziś chciałabym Wam przedstawić lakier, który pasuje do mojej sukienki ;) Trochę to dziwne, prawda? Przecież każdy lakier można sobie dopasować do koloru ubrania i nie ma w tym nic nadzwyczajnego ... Aleeee, lakier ten trafił mi się w paczuszce upominkowej na spotkaniu blogerek w Puławach i jest w odcieniu idealnie pasującym do sukienki, którą wtedy na sobie miałam. Dowodem tego jest to oto zdjęcie ze spotkania :)
No i co? Pasuje? Haa! Idealnie ;)
To jak to już mamy ustalone, to przejdźmy do naszego bohatera, którym jest ...
lakier do paznokci o przedłużonej trwałości, long lasting, PAESE.
Lakier mieści się w kanciastej buteleczce o pojemności 9ml.
Pędzelek jest nieodbiegający od standardów, odpowiedniej długości i szerokości, wygodnie się nim maluje.
Numerek, który posiadam to 336.
Lakier:
- ma odpowiednią gęstość
- nie "wylewa" się na skórki
- nie smuży
- dobrze kryje przy dwóch warstwach (przy jednej widoczne są prześwity)
- szybciutko schnie- zarówno pierwsza, jak i druga warstwa
- trzyma się na pazurkach ok. 3 dni- później zaczyna odpryskiwać, ale trwałość tą drastycznie skracają domowe czynności, np. zmywanie naczyń - nie wiem dlaczego producent nazywa go lakierem o przedłużonej trwałości ... jest ona raczej przeciętna
- dobrze się zmywa
- nie odbarwia płytki
Kolor lakieru jest bardzo ciekawy, jest to turkus, ale jego intensywność nasycenia zależy od światła- w sztucznym jest ciemny, natomiast w świetle słonecznym- naturalnym, kolorek jest jaśniutki (co przedstawiają poniższe zdjęcia).
I jeszcze lakier ten pokryty moim ukochanym Holo Top Coat-em.
Ech, niestety zdjęcia nie potrafią w pełni oddać tego efektu- chociaż się starałam :)
I jeszcze na koniec taka fociszka ;)
I jak Wam się podoba kolorek?
Macie jakieś lakiery PAESE z serii long lasting?
Buziaki!:*
Jak Wam mija sobota? Jakieś ciekawe plany na wieczór macie? ;)
Ja ogarniam sprzątanie, a wieczorek w domu- strach iść gdziekolwiek z dziurą w głowie :P Ale być może jutro zdejmą mi szwy i będzie lepiej :)
Dziś chciałabym Wam przedstawić lakier, który pasuje do mojej sukienki ;) Trochę to dziwne, prawda? Przecież każdy lakier można sobie dopasować do koloru ubrania i nie ma w tym nic nadzwyczajnego ... Aleeee, lakier ten trafił mi się w paczuszce upominkowej na spotkaniu blogerek w Puławach i jest w odcieniu idealnie pasującym do sukienki, którą wtedy na sobie miałam. Dowodem tego jest to oto zdjęcie ze spotkania :)
No i co? Pasuje? Haa! Idealnie ;)
To jak to już mamy ustalone, to przejdźmy do naszego bohatera, którym jest ...
lakier do paznokci o przedłużonej trwałości, long lasting, PAESE.
Lakier mieści się w kanciastej buteleczce o pojemności 9ml.
Pędzelek jest nieodbiegający od standardów, odpowiedniej długości i szerokości, wygodnie się nim maluje.
Numerek, który posiadam to 336.
Lakier:
- ma odpowiednią gęstość
- nie "wylewa" się na skórki
- nie smuży
- dobrze kryje przy dwóch warstwach (przy jednej widoczne są prześwity)
- szybciutko schnie- zarówno pierwsza, jak i druga warstwa
- trzyma się na pazurkach ok. 3 dni- później zaczyna odpryskiwać, ale trwałość tą drastycznie skracają domowe czynności, np. zmywanie naczyń - nie wiem dlaczego producent nazywa go lakierem o przedłużonej trwałości ... jest ona raczej przeciętna
- dobrze się zmywa
- nie odbarwia płytki
Kolor lakieru jest bardzo ciekawy, jest to turkus, ale jego intensywność nasycenia zależy od światła- w sztucznym jest ciemny, natomiast w świetle słonecznym- naturalnym, kolorek jest jaśniutki (co przedstawiają poniższe zdjęcia).
I jeszcze lakier ten pokryty moim ukochanym Holo Top Coat-em.
Ech, niestety zdjęcia nie potrafią w pełni oddać tego efektu- chociaż się starałam :)
I jeszcze na koniec taka fociszka ;)
I jak Wam się podoba kolorek?
Macie jakieś lakiery PAESE z serii long lasting?
Buziaki!:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)


