Hej Dziewczyny! :)
Dziś kolejny post z cyklu Ślubne sprawy. Dawno takiego nie było, więc czas najwyższy, tym bardziej, że upragniony dzień mego ślubu zbliża się wielkimi krokami, a więc tematyka jak najbardziej "na czasie" :D
Zaproszenia już prawie porozdawane gościom, a zatem pora, aby pokazać je Wam :)
Umieściliśmy je w czerwonych kopertach:
A prezentują się następująco:
A w środku wyglądają tak:
Muszę z radością przyznać, że naszym gościom raczej zaproszenia się podobały, usłyszeliśmy wiele pochwał- niektóre szczere, inne z grzeczności ;) Szczególnie dobór kolorystyki robił na zapraszanych wrażenie. Wiadomo, nie każdy się nimi zachwycał, na pewno znalazły się osoby, które po naszym wyjściu pofukały nosem, że bleee..., ale jak to mawiają mędrcy: "nie to ładne, co ładna, ale to co się komu podoba", o! I Nam się one podobają, ale to chyba oczywiste, bo inaczej byśmy ich nie kupili :P Jedno zaproszenie kosztowało 1zł, zamawialiśmy na Allegro, więc plus koszty przesyłki i + koperty kupowane oddzielnie. Za całość zapłaciliśmy nieco ponad 200zł.
Ze swojej strony polecam Wam zakup zaproszeń właśnie na Allegro- konkurencyjne ceny, ogromy wybór- szeroka gama wzorów i kolorów. Na spokojnie możemy sobie wybrać, przemyśleć i zdecydować. Wiele sprzedawców oferuje też darmową personalizację gości. Później uzupełniamy tylko formularz z danymi i czekamy, aż zaproszenia przybędą pod nasze drzwi ;) Jedyna wada takiego zakupu to, że nie możemy zaproszeń obejrzeć na żywo przed kupieniem i dotknąć, aby poznać np grubość papieru, ale myślę, że to najmniejszy problem, gdyż w opisie zaproszeń zazwyczaj podana jest gramatura papieru.
I to by było na tyle jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis.
Mam nadzieję, że dziś uda nam się zaprosić już resztę gości ;)
Może chciałybyście abym poruszyła jakiś istotny dla Was temat w cyklu Ślubne sprawy?
Wszelkie propozycje mile widziane :))
Buziaki! :*:*:*
8/11/2013
8/09/2013
Henna WAX- maska regenerująca włosy suche i zniszczone ciemne.
Cześć Dziewczyny!
U Was nadal tak gorąco? Bo u mnie żyć się nie da, z dnia na dzień coraz goręcej. A niby pod koniec tygodnia miało być ochłodzenie i deszcz... Pytam się- gdzie?! Bo na pewno nie u mnie...
Ale u mnie za to recenzja maski regenerującej włosy suche i zniszczone ciemne HENNA WAX, Laboratorium Pilomax.
Najpierw dowiedzmy się, co mówi o niej producent.
Maska przeznaczona do włosów ciemnych ma jasnoróżowy kolor, konsystencję budyniową- do złudzenia przypomina budyń wiśniowy.
Maska dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich i również dobrze się spłukuje- włosy prześlizgują się przez palce. Kolejnym plusem jest piękny zapach maski, mi bardzo przypadł on do gustu i nie przeszkadza mi, że czuć go na włosach długi czas.
Maska, którą posiadałam umieszczona była w opakowaniu zawierającym 70g produktu, a jej cena w tym przypadku to 13zł (dostępne są jeszcze pojemności 240g- 22.90zł oraz 480g- 33.20zł).
Opakowanie 70g wystarczyło mi na trzy użycia- długość moich włosów nieco za ramiona. Po terzch użyciach ciężko mi ocenić czy maska przeciwdziała wypadaniu włosów. Opiszę natomiast "efekty doraźne", które są zadowalające.
Stwierdzam, że:
- maska nie obciąża włosów
- doskonale je nawilża
- nadaje włosom niebywałą miękkość
- wydobywa głębię koloru (mój kolor włosów jest naturalny)
- po jej użyciu włosy wyglądają zdrowo
- nie podrażnia skóry głowy
- nie zawiera parabenów i SLS
- opakowanie ułatwia jej wydobycie- nic się nie zmarnuje! ;)
Nie mogę jej nic zarzucić, jest świetna! Z pewnością kupię ją, ale tym razem większe opakowanie, by poznać jej działanie w kierunku ograniczenia wypadania włosów.
U Was nadal tak gorąco? Bo u mnie żyć się nie da, z dnia na dzień coraz goręcej. A niby pod koniec tygodnia miało być ochłodzenie i deszcz... Pytam się- gdzie?! Bo na pewno nie u mnie...
Ale u mnie za to recenzja maski regenerującej włosy suche i zniszczone ciemne HENNA WAX, Laboratorium Pilomax.
Najpierw dowiedzmy się, co mówi o niej producent.
Maska przeznaczona do włosów ciemnych ma jasnoróżowy kolor, konsystencję budyniową- do złudzenia przypomina budyń wiśniowy.
Maska dobrze rozprowadza się na włosach, nie spływa z nich i również dobrze się spłukuje- włosy prześlizgują się przez palce. Kolejnym plusem jest piękny zapach maski, mi bardzo przypadł on do gustu i nie przeszkadza mi, że czuć go na włosach długi czas.
Maska, którą posiadałam umieszczona była w opakowaniu zawierającym 70g produktu, a jej cena w tym przypadku to 13zł (dostępne są jeszcze pojemności 240g- 22.90zł oraz 480g- 33.20zł).
Opakowanie 70g wystarczyło mi na trzy użycia- długość moich włosów nieco za ramiona. Po terzch użyciach ciężko mi ocenić czy maska przeciwdziała wypadaniu włosów. Opiszę natomiast "efekty doraźne", które są zadowalające.
Stwierdzam, że:
- maska nie obciąża włosów
- doskonale je nawilża
- nadaje włosom niebywałą miękkość
- wydobywa głębię koloru (mój kolor włosów jest naturalny)
- po jej użyciu włosy wyglądają zdrowo
- nie podrażnia skóry głowy
- nie zawiera parabenów i SLS
- opakowanie ułatwia jej wydobycie- nic się nie zmarnuje! ;)
Nie mogę jej nic zarzucić, jest świetna! Z pewnością kupię ją, ale tym razem większe opakowanie, by poznać jej działanie w kierunku ograniczenia wypadania włosów.
A kupić ją można tu--> KLIK
Mnie kusi jeszcze maska aloesowa z tej serii i chyba też sobie ją sprawię ;)
A Wy znacie maski WAX?
Pozdrawiam serdecznie!:)
8/08/2013
Testuję z Maliną: Luksusowy balsam odżywczo- energizujący z olejkiem arganowym, Eveline
Witam Moje Drogie Czytelniczki!
Dziś przyszedł czas na recenzję kolejnego balsamu Eveline, jaki miałam możliwość testować dzięki przynależności do Malinowego Klubu, za co serdecznie Malince dziękuję. Jest to balsam odżywczo- energizujący z olejkiem arganowym.
A tak przedstawia się bohater dzisiejszego posta:
Od producenta słów kilka:
Produkt umieszczony jest w dosyć dużym, bo zawierającym 350ml balsamu, opakowaniu, wykonanym z nieprzeźroczystego plastiku- jednak pod światło widać zużycie. To za co balsam ma u mnie z góry plusa to funkcjonalna pompeczka- lux sprawa, nie musimy się męczyć z gnieceniem opakowania, tylko- pyk i już balsam na rąsi ;)
Balsam ma niezbyt gęstą konsystencję lecz mimo to jest wydajny- dobrze się rozprowadza na ciele, wystarcza niewielka ilość do odpowiedniego nawilżenia ciała. Konsystencja produktu jest lekka, dzięki czemu wchłania się on szybki i nie pozostawia tłustych czy lepiących warstw. Skóra po jego użyciu jest gładziutka, miękka i przyjemna w dotyku. Jak najbardziej produkt ten spełnia swoje zadanie jeżeli chodzi o nawilżenie- odpowiednio nawilża skórę, sprawiając, że staje się ona bardziej elastyczna. Skóra jest nawilżona i odżywiona przez dłuższy czas. Teraz- w porze letniej, sprawdza się idealnie, ale na zimę, myślę, że przydałoby się na jego miejsce coś bardziej treściwszego, gdyż balsam ten mógłby okazać się zbyt lekki.
Wspomnę jeszcze o zapachu, na który nie sposób nie zwrócić uwagi- moim zdaniem jest to bardzo słodki zapach pomarańczy- cudny! I przez pewien czas utrzymuje się on na skórze.
Podsumowując jest to wydajny produkt, dobrze nawilżający o świetnym zapachu, umieszczony w funkcjonalnym opakowaniu. Osobiście nie doszukałam się w nim negatywów, zatem serdecznie polecam!
A Wy znacie tan balsam? Lubicie? :)
A może chciałybyście mi polecić swojego ulubieńca w tej kategorii? Chętnie poznam Wasze typy :)
Ściskam! :*
Dziś przyszedł czas na recenzję kolejnego balsamu Eveline, jaki miałam możliwość testować dzięki przynależności do Malinowego Klubu, za co serdecznie Malince dziękuję. Jest to balsam odżywczo- energizujący z olejkiem arganowym.
A tak przedstawia się bohater dzisiejszego posta:
Od producenta słów kilka:
Produkt umieszczony jest w dosyć dużym, bo zawierającym 350ml balsamu, opakowaniu, wykonanym z nieprzeźroczystego plastiku- jednak pod światło widać zużycie. To za co balsam ma u mnie z góry plusa to funkcjonalna pompeczka- lux sprawa, nie musimy się męczyć z gnieceniem opakowania, tylko- pyk i już balsam na rąsi ;)
Balsam ma niezbyt gęstą konsystencję lecz mimo to jest wydajny- dobrze się rozprowadza na ciele, wystarcza niewielka ilość do odpowiedniego nawilżenia ciała. Konsystencja produktu jest lekka, dzięki czemu wchłania się on szybki i nie pozostawia tłustych czy lepiących warstw. Skóra po jego użyciu jest gładziutka, miękka i przyjemna w dotyku. Jak najbardziej produkt ten spełnia swoje zadanie jeżeli chodzi o nawilżenie- odpowiednio nawilża skórę, sprawiając, że staje się ona bardziej elastyczna. Skóra jest nawilżona i odżywiona przez dłuższy czas. Teraz- w porze letniej, sprawdza się idealnie, ale na zimę, myślę, że przydałoby się na jego miejsce coś bardziej treściwszego, gdyż balsam ten mógłby okazać się zbyt lekki.
Wspomnę jeszcze o zapachu, na który nie sposób nie zwrócić uwagi- moim zdaniem jest to bardzo słodki zapach pomarańczy- cudny! I przez pewien czas utrzymuje się on na skórze.
Podsumowując jest to wydajny produkt, dobrze nawilżający o świetnym zapachu, umieszczony w funkcjonalnym opakowaniu. Osobiście nie doszukałam się w nim negatywów, zatem serdecznie polecam!
A Wy znacie tan balsam? Lubicie? :)
A może chciałybyście mi polecić swojego ulubieńca w tej kategorii? Chętnie poznam Wasze typy :)
Ściskam! :*
8/06/2013
Maseczka peel-off z Balea + kilka nowości :)
Cześć Dziewczyny!
Dziś zapraszam na recenzję maseczki z robiącej furorę Balei (chyba dobrze odmieniłam Balea?). Ostatnio zakupiłam kilka produktów tej firmy (niestety przez internet, bo do DM nie mam dostępu- chlip, chlip...) TU pisałam o moich ukochanych żelach, a teraz czas na maseczkę. Czy też jestem nią zachwycona? Zaraz się tego dowiecie :)
Opakowanie zawiera 2x8ml- wystarcza na dwie aplikacje.
Maseczka ma żelową konsystencję, podobną do kleju.
I jeszcze skład:
No tak... alkohol, alkohol... I tu może od razu przejdę do zapachu- mocno alkoholowy! Nałożenie maseczki w niedalekiej odległości od oczu powoduje ich łzawienie, ale po pewnym czasie (chyba jak ten alkohol nieco zwietrzeje) jest już ok :) Maseczkę nakładałam na 15 minut (nie czaję po niemiecku, ale moja inteligencja wrodzona pozwoliła mi wysnuć wniosek, że na tyle trzeba). Przez ten czas zastygła na twarzy tworząc gumę, którą bardzo dobrze z buźki się zdjęło. Z aplikacją i usuwaniem nie ma problemu, chyba, że jakimś cudem zahaczymy o włosy podczas nakładania, wtedy ciężką ją z nich usunąć (wiem, bo sama to przeżyłam, ale następnym razem zrobiłam porządnego kucyka, żeby żadne włosie mi się nie wplątało). Maseczka typu peel-off jest świetną sprawą, gdyż nie trzeba bawić się w zmywanie i paćkanie wszystkiego dookoła, jak np. w przypadku glinki, czy spiruliny...
A co z efektami?
Twarz po maseczce jest bardzo gładka i delikatna. Wgląda promiennie, jest rozjaśniona i nie świeci się przez dłuuugi czas (maseczka ograniczyła w moim przypadku wydzielanie sebum)!Mimo dużej ilości alkoholu w składzie, o dziwo (!) maseczka nie wysuszyła mi skóry na buźce! Zdecydowanie normalizowała ją. Nie zauważyłam po jej stosowaniu wysypu niespodzianek (co często w moim przypadku ma miejsce), ale też nie wpłynęła na poprawę stanu cery. Jej działanie jest raczej doraźne i tak radzę ją stosować, gdyż przypuszczam, że częste jej używanie, ze względu na skład, mogłoby wysuszyć skórę, a wiadomo im bardziej przesuszamy, tym bardziej się broni i wydziela sebum i "niespodzianki" (mam na myśli głównie cerę tłustą i mieszaną). Dla mnie, ze względu na efekty, jest to idealny kosmetyk do zastosowania przed imprezą, gdy chcemy, żeby nasza buźka wyglądała szczególnie atrakcyjnie ;) Dodam tylko, że jestem posiadaczką cery mieszanej w kierunku tłustej i na podstawie tego typu cery powstała niniejsza opinia.
Nie wiem jak w DM, ale w polskich drogeriach internetowych, sprzedających chemię niemiecką, w tym produkty Balea, możecie dostać tę maseczkę za ok 3.5zł.
A tak wygląda w nocy zapalony.
I to by było na tyle ;)
Ściskam mocno :*
Dziś zapraszam na recenzję maseczki z robiącej furorę Balei (chyba dobrze odmieniłam Balea?). Ostatnio zakupiłam kilka produktów tej firmy (niestety przez internet, bo do DM nie mam dostępu- chlip, chlip...) TU pisałam o moich ukochanych żelach, a teraz czas na maseczkę. Czy też jestem nią zachwycona? Zaraz się tego dowiecie :)
Opakowanie zawiera 2x8ml- wystarcza na dwie aplikacje.
Maseczka ma żelową konsystencję, podobną do kleju.
I jeszcze skład:
No tak... alkohol, alkohol... I tu może od razu przejdę do zapachu- mocno alkoholowy! Nałożenie maseczki w niedalekiej odległości od oczu powoduje ich łzawienie, ale po pewnym czasie (chyba jak ten alkohol nieco zwietrzeje) jest już ok :) Maseczkę nakładałam na 15 minut (nie czaję po niemiecku, ale moja inteligencja wrodzona pozwoliła mi wysnuć wniosek, że na tyle trzeba). Przez ten czas zastygła na twarzy tworząc gumę, którą bardzo dobrze z buźki się zdjęło. Z aplikacją i usuwaniem nie ma problemu, chyba, że jakimś cudem zahaczymy o włosy podczas nakładania, wtedy ciężką ją z nich usunąć (wiem, bo sama to przeżyłam, ale następnym razem zrobiłam porządnego kucyka, żeby żadne włosie mi się nie wplątało). Maseczka typu peel-off jest świetną sprawą, gdyż nie trzeba bawić się w zmywanie i paćkanie wszystkiego dookoła, jak np. w przypadku glinki, czy spiruliny...
A co z efektami?
Twarz po maseczce jest bardzo gładka i delikatna. Wgląda promiennie, jest rozjaśniona i nie świeci się przez dłuuugi czas (maseczka ograniczyła w moim przypadku wydzielanie sebum)!Mimo dużej ilości alkoholu w składzie, o dziwo (!) maseczka nie wysuszyła mi skóry na buźce! Zdecydowanie normalizowała ją. Nie zauważyłam po jej stosowaniu wysypu niespodzianek (co często w moim przypadku ma miejsce), ale też nie wpłynęła na poprawę stanu cery. Jej działanie jest raczej doraźne i tak radzę ją stosować, gdyż przypuszczam, że częste jej używanie, ze względu na skład, mogłoby wysuszyć skórę, a wiadomo im bardziej przesuszamy, tym bardziej się broni i wydziela sebum i "niespodzianki" (mam na myśli głównie cerę tłustą i mieszaną). Dla mnie, ze względu na efekty, jest to idealny kosmetyk do zastosowania przed imprezą, gdy chcemy, żeby nasza buźka wyglądała szczególnie atrakcyjnie ;) Dodam tylko, że jestem posiadaczką cery mieszanej w kierunku tłustej i na podstawie tego typu cery powstała niniejsza opinia.
Nie wiem jak w DM, ale w polskich drogeriach internetowych, sprzedających chemię niemiecką, w tym produkty Balea, możecie dostać tę maseczkę za ok 3.5zł.
Co nowegoo u mnie? :)
Od tygodnia testuję kremik firmy DLA Kosmetyki.
Od Brata dostałam bardzo łady świecznik (wie, że jestem świeczkową maniaczką) ;)A tak wygląda w nocy zapalony.
I jeszcze buciki od Narzeczonego ;)
Ściskam mocno :*
8/05/2013
Na sprawny układ ruchowy- ARTREVIT
Hello my Ladies :)
Dawno mnie tu nie było, ale przygotowania przedślubne nabierają szybszego obrotu, co mnie bardzo cieszy i już nie mogę się doczekać, aż nadejdzie ten wielki dzień! W całym tym zamieszaniu zapomniałam zupełnie Wam pokazać zaproszeń ślubnych, ale na dniach taki pościk się pojawi.
A dziś będzie o pewnym suplemencie, mającym na celu usprawnić układ ruchowy. Pomyślicie sobie "jakie problemy z układem ruchowym może mieć dziewczę ledwie po dwudziestce?"... A no może, może i to nawet już od kilku lat dokuczają mi kolana, szczególnie, gdy przez dłuższy czas wykazuję wzmożoną aktywność fizyczną związaną z tą częścią ciała, to później mocno mnie bolą, szczególnie podczas ich zginania, a o kucnięciu nie ma mowy. Lekarz zdiagnozował u mnie zbyt małą ilość mazi stawowej nawracającej okresowo, toteż od czasu do czasu sięgam po jakieś suplementy pomagające w wytworzeniu tego naturalnego smarowidła ;) Tak się złożyło, że jednym z moich pomocników w walce z bólem kolan stał się ostatnimi czasy ARTREVIT wyprodukowany przez firmę GorVita.
Najpierw oglądnijmy tekturowe pudełeczko, gdzie możemy dowiedzieć się co o suplemencie mówi producent.
W wyżej widocznym pudełeczku umieszczony jest słoiczek, który zawiera 60 kapsułek suplementu.
Kapsułki nie są może najmniejsze, ale ja nie miałam problemu z ich połykaniem. Nie odczułam też żadnych skutków ubocznych przyjmowania tego suplementu.
A co z efektami? Produkt, jak zdążyłyście już przeczytać na opakowaniu, wskazany jest na wiele przypadłości związanych z układem ruchowym, jednak ja oceniam go przez pryzmat ubytku mazi stawowej w moich kolanach. Kuracja wystarcza na 30 dni i przez taki okres przyjmowałam ARTREVIT.
W moim przypadku bóle kolan wracają szczególnie latem, zwłaszcza w okresie truskawkowym, gdy wciąż zginam i prostuję kolana- są w ciągłym ruchu a dodatkowo obciążeniu podczas kucania- z resztą, kto kiedykolwiek zbierał truskawki, wie o czym mówię ;) Już po około tygodniu zażywania suplementu odczuwałam mniejszy ból przy zginaniu kolan, a z czasem było co raz lepiej, bóle kolan nawracały jedynie po dużym ich obciążeniu, więc z mojego punktu widzenia, ARTREVIT całkiem dobrze radzi sobie ze stymulacją wytwarzania mazi stawowej. Jestem już po kuracji tym suplementem jakiś miesiąc i jak na razie efekt się utrzymuje.
Myślę, że gdy problem bolących kolan powróci, a znając życie powróci na pewno, ten suplement jeszcze u mnie zagości, aczkolwiek nie wyróżnia się on niczym szczególnym spośród wielu tego typu "wspomagaczy" dostępnych na rynku.
Produkt ten testowałam dzięki współpracy z agencją Credo PR, co nie miało wpływu na rzetelność mojej opinii.
W paczce z produktami przekazanymi mi przez agencję Credo PR, znalazły się także produkty spożywcze firmy Majonez Kętrzyński, które to pokrótce Wam przedstawię.
Musztarda stołowa- idealna na weekendowe grillowanie, bardzo wyrazista w smaku, świetnie sprawdza się w połączeniu z różnego rodzaju wędlinką ;)
Majonezy- stołowy oraz o smaku chrzanowym- który to mogłabym jeść łyżkami! Generalnie jestem majonezowa dziewczyna i często używam tego typu produktów na kanapki zamiast masła- te sprawdziły się doskonale.
Ubolewam jedynie nad faktem, że produkty Majonezy Kętrzyńskie nie rzuciły mi się jeszcze nigdzie w oczy podczas zakupów w lokalnych sklepach, bo na pewno bym zakupiła, zwłaszcza majonez chrzanowy, mniaaam!
Dawno mnie tu nie było, ale przygotowania przedślubne nabierają szybszego obrotu, co mnie bardzo cieszy i już nie mogę się doczekać, aż nadejdzie ten wielki dzień! W całym tym zamieszaniu zapomniałam zupełnie Wam pokazać zaproszeń ślubnych, ale na dniach taki pościk się pojawi.
A dziś będzie o pewnym suplemencie, mającym na celu usprawnić układ ruchowy. Pomyślicie sobie "jakie problemy z układem ruchowym może mieć dziewczę ledwie po dwudziestce?"... A no może, może i to nawet już od kilku lat dokuczają mi kolana, szczególnie, gdy przez dłuższy czas wykazuję wzmożoną aktywność fizyczną związaną z tą częścią ciała, to później mocno mnie bolą, szczególnie podczas ich zginania, a o kucnięciu nie ma mowy. Lekarz zdiagnozował u mnie zbyt małą ilość mazi stawowej nawracającej okresowo, toteż od czasu do czasu sięgam po jakieś suplementy pomagające w wytworzeniu tego naturalnego smarowidła ;) Tak się złożyło, że jednym z moich pomocników w walce z bólem kolan stał się ostatnimi czasy ARTREVIT wyprodukowany przez firmę GorVita.
Najpierw oglądnijmy tekturowe pudełeczko, gdzie możemy dowiedzieć się co o suplemencie mówi producent.
W wyżej widocznym pudełeczku umieszczony jest słoiczek, który zawiera 60 kapsułek suplementu.
Kapsułki nie są może najmniejsze, ale ja nie miałam problemu z ich połykaniem. Nie odczułam też żadnych skutków ubocznych przyjmowania tego suplementu.
A co z efektami? Produkt, jak zdążyłyście już przeczytać na opakowaniu, wskazany jest na wiele przypadłości związanych z układem ruchowym, jednak ja oceniam go przez pryzmat ubytku mazi stawowej w moich kolanach. Kuracja wystarcza na 30 dni i przez taki okres przyjmowałam ARTREVIT.
W moim przypadku bóle kolan wracają szczególnie latem, zwłaszcza w okresie truskawkowym, gdy wciąż zginam i prostuję kolana- są w ciągłym ruchu a dodatkowo obciążeniu podczas kucania- z resztą, kto kiedykolwiek zbierał truskawki, wie o czym mówię ;) Już po około tygodniu zażywania suplementu odczuwałam mniejszy ból przy zginaniu kolan, a z czasem było co raz lepiej, bóle kolan nawracały jedynie po dużym ich obciążeniu, więc z mojego punktu widzenia, ARTREVIT całkiem dobrze radzi sobie ze stymulacją wytwarzania mazi stawowej. Jestem już po kuracji tym suplementem jakiś miesiąc i jak na razie efekt się utrzymuje.
Myślę, że gdy problem bolących kolan powróci, a znając życie powróci na pewno, ten suplement jeszcze u mnie zagości, aczkolwiek nie wyróżnia się on niczym szczególnym spośród wielu tego typu "wspomagaczy" dostępnych na rynku.
Produkt ten testowałam dzięki współpracy z agencją Credo PR, co nie miało wpływu na rzetelność mojej opinii.
W paczce z produktami przekazanymi mi przez agencję Credo PR, znalazły się także produkty spożywcze firmy Majonez Kętrzyński, które to pokrótce Wam przedstawię.
Musztarda stołowa- idealna na weekendowe grillowanie, bardzo wyrazista w smaku, świetnie sprawdza się w połączeniu z różnego rodzaju wędlinką ;)
Majonezy- stołowy oraz o smaku chrzanowym- który to mogłabym jeść łyżkami! Generalnie jestem majonezowa dziewczyna i często używam tego typu produktów na kanapki zamiast masła- te sprawdziły się doskonale.
Ubolewam jedynie nad faktem, że produkty Majonezy Kętrzyńskie nie rzuciły mi się jeszcze nigdzie w oczy podczas zakupów w lokalnych sklepach, bo na pewno bym zakupiła, zwłaszcza majonez chrzanowy, mniaaam!
Epilog.
Hejterkom przypominam, bądź oświecam, że jest to blog "lifestylowy" (co sama nazwa powinna sugerować), a nie stricte kosmetyczny i od samego początku nie były tu zamieszczane posty jedynie kosmetyczne (choć takie przeważają i przeważać będą), ale też notki z przepisami, dotyczące mojego życia etc. Więc jak będę miała sobie takie pobożne życzenie to zamieszczę nawet recenzję leku na biegunkę.
Jutro Was wreszcie poodwiedzam i nadrobię zaległości w blogowaniu!
Buziaki! Pozdrawiam! :*
Buziaki! Pozdrawiam! :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)


