4/05/2015

"Cera tłusta to nie problem"- recenzja książki.

Cześć Moi Drodzy!


Jak tam minął Wam pierwszy dzień Świąt? Brzuszki pełne? Z rodzinką się nagadali? Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, świąteczna atmosfera dookoła i nic nie jest w stanie jej zakłócić. Liczę też, że Moi Czytelnicy nie zapomnieli o prawdziwej istocie tych Świąt. Z całego serca Wam tego życzę!

Dziś chciałabym zaprosić Was na recenzję książki. Nie jest to jednak książka stricte dla miłośników literatury, a skierowana dla posiadaczek cery tłustej, czy też interesujących się kosmetyką naturalną i samodzielnym robieniem kosmetyków. Co zawiera poradnik kosmetyczny "Cera tłusta to nie problem" oraz jak oceniam tę publikację przeczytacie poniżej.
Autorkami książki są Anna Kołodziejczak i Barbara Czernicka- Krupas.
Książka ma niestandardowy format, nie jest wielka, zmieści się w torebce.
Ilość stron wynosi 144.
Co znajdziemy w książce?
Wstęp wprowadza nas w kosmetykę naturalną i ogólnie pielęgnację cery. Dalej znajdziemy opisane poszczególne rodzaje cery oraz zagadnienia dotyczące trądziku. Meritum książki stanowi przegląd różnych receptur na kosmetyki dla cery tłustej. Cześć ta jest podzielona na Oczyszczanie skóry tłustej, Głębokie oczyszczanie, Maseczki i Nawilżanie skóry. Przed każdym z tych podrozdziałów znajdziemy kilka słów na temat tego, dlaczego warto owe "zabiegi" przeprowadzać i jakie przynoszą efekty oraz częstotliwość i sposób ich wykonywania. Dalej już mamy do każdego podrozdziału kilkanaście różnych receptur- przepis wraz z oceną, jedne bardziej skomplikowane, inne banalnie proste. Następnie poświęcono miejsce na Poprawę kolorytu cery, gdzie również znajdziemy przepisy na samodzielne wykonanie kosmetyków, podzielone jest to na różne etapy pielęgnacji. Dalej mamy już rozpisaną pielęgnację dla poszczególnych rodzajów typów tłustej: tłustej i mieszanej, tłustej z rozszerzonymi porami, tłustej i trądzikowej oraz tłustej dojrzałej i z przebarwieniami. W tym miejscu autorki dla każdego z wyżej wymienionych typów rozpisały szczegółowo pielęgnację wraz z recepturami na proponowane kosmetyki. Ujęte jest również tabelarycznie czego i ile potrzebujemy, by wprowadzić w życie sugerowaną pielęgnację. Przy recepturach prezentowanych na łamach książki znajduje się także informacja, gdzie dany składnik możemy nabyć. Zbliżając się ku końcowi znajdziemy opis tego, co lubi skóra tłusta, czyli Słowniczek Kosmetyczny, z podziałem na witaminy, substancje aktywne, składniki ziołowe i roślinne oraz inne składniki naturalne.
A poniżej przedstawiam kilka stron z książki:
Kilka słów ode mnie:
Książka jest napisana prostym językiem, nawet osoby nie mające na co dzień styczności z tematyką pielęgnacji cery i kosmetyką naturalną, bez problemu zrozumieją zawarty w publikacji przekaz. Tematy poruszane na kartach książki są przejrzyście podzielone, łatwo poruszać się w poszczególnych rozdziałach. Książka ta jest typowym poradnikiem- zawiera konkrety, bez udziwnień i niepotrzebnego lania wody. Treść bogata jest przede wszystkim w przepisy na kosmetyki pielęgnacyjne, które możemy sami wykonać w domu. Dobre jest to, że oprócz samej receptury na konkretny specyfik, znajdziemy jego opis, sposób przygotowania, właściwości. Podoba mi się także, że zasugerowane zostały optymalne zestawy pielęgnacyjne dla określonych typów cery tłustej. W książce znajdziemy też kilka ilustracji. Ja jednak od siebie dodałabym więcej koloru! Sama jestem wzrokowcem i lepiej przemawia do mnie bogata grafika, czego w owym poradniku niestety nie ma. I to by była jedyna rzecz, do jakiej mogę się przyczepić. 
Warto zwrócić uwagę na tę publikację, szczególnie, gdy jesteś posiadaczką/ posiadaczem cery tłustej, lubisz naturalne kosmetyki i chcesz zrobić własne w domowych warunkach. 

Cena: 9zł (tak, dobrze widzisz, mniej niż dyszkę!)
Dostępność: FitoTeka

4/01/2015

Lumpeksowe zdobycze! Po raz drugi w tym roku :)

Witajcie Kochani!

Dziś zapraszam Was na podgląd moich małych zakupów z SH. Nie ma tego za wiele, bo ostatnio ciężko jest mnie zachwycić, a i tak mam dużo dużo ciuchów, więc na siłę nie zamierzam kupować. Jednak ze swoich zdobyczy jestem zadowolona, ubrałam się od stóp do głów za niewielką cenę.

Koszulowa mgiełka, ma dłuższy tył, jak dla mnie oversize, urzekła mnie totalnie :) 14zł
Tłoczone spodnie, w znienawidzonej przeze mnie długości 7/8, ale mi się spodobały ;)
George 8,5zł
(nie są wyblaknięte, po prostu światło się od nich dziwnie odbija)
Marynarka, czarna klasyczna, Dorothy Perkins 14zł
Buciki, Atmosphere, 5zł
Trochę przybrudzone, bo często w nich śmigałam (rzecz jasna, jak była ładna pogoda) :)
A tę koszulę kupiła w lumpie moja teściowa i mi ją ofiarowała :) 10,5zł

I to tyle ;)
Wpadło Wam coś w oko?

A tak w ogóle, to jak idą przygotowania do Świąt? :)

BUZIAKI !!!

3/28/2015

Czas na mycie olejkiem! Olejek myjący, wersja: drzewko herbaciane.

Cześć Kochani!

Oleje i olejki zalewają nas zewsząd. Na rynek kosmetyczny wkroczyły cichaczem, ale teraz jest o nich bardzo głośno, nawet za głośno- "zawiera olej xxx!", "na bazie oleju xxx" ... Tego typu hasła reklamowe chyba już znalazły się na każdym kosmetyku- odżywka, balsam, a nawet puder czy pomadka. Nie przeszkadza mi to, o ile rzeczywiście ów olej w produkcie się znajduje i to najlepiej gdzieś wysoko w składzie. Nie przeszkadza mi to, bo nie ukrywam, że oleje lubię i są stałym bywalcem mojej pielęgnacji- czy to włosów, czy ciała, czy też twarzy. Gdy je pokochałam, postanowiłam sięgnąć nieco dalej i zastosować olej do mycia buźki. Wybór padł na olejek myjący - drzewko herbaciane, z Biochemii Urody. 
Olejek robimy sami. Zestaw do jego wykonania zawiera: zimnotłoczony olej słonecznikowy z dodatkiem witaminy E oraz naturalnego olejku eterycznego z drzewka herbacianego i emulgator (glyceryl cocoate).
Składniki te łączymy ze sobą i gotowe :)
Uzyskana ilość olejku myjącego to ok. 120ml. 

Opakowaniem produktu jest buteleczka wykonana z granatowego przeźroczystego plastiku. 
Bez problemu mogę kontrolować zużycie produktu. 
Butelka jest zakręcana, a olejek wydobywa się przez niewielki otwór. 
Opakowanie olejku jest w porządku, mogę dozować potrzebną ilość produktu, jednak wolałabym gdyby była to buteleczka z pompką, bądź chociaż na "klik".

Moja opinia:
Wersja olejku, którą ja posiadam ma intensywny zapach drzewa herbacianego, który pewnie większości z Was jest znany. Ja do niego jestem przyzwyczajona, choć nie powiem bym go jakoś szczególnie lubiła. Olejek, jak sama nazwa wskazuje, ma oleistą konsystencję, jest tłustawy. W kontakcie z wodą i skórą przemienia się w delikatną emulsję. Przyjemnie się nim myje twarz. A jakie są efekty tego mycia? Bardzo dobre! Używam go przede wszystkim do codziennego porannego mycia buźki. Ładnie oczyszcza twarz z tego, co nagromadziło się na niej w ciągu nocy. Twarz jest czysta, a jednocześnie delikatnie nawilżona i przyjemnie gładziutka. Nie ma uczucia ściągnięcia, czy innych nieprzyjemnych doznań. Wacik po użytym po umyciu buźki toniku jest bez śladów brudu, więc olejek dobrze spełnił swoje zadanie. Ze względu na zapach ma działanie pobudzające, co rankiem jest szczególnie potrzebne ;) Nie spodziewałam się, że olejek tak dobrze poradzi sobie z oczyszczaniem twarzy. Domywam nim także makijaż (gdy zamiast mojego ukochanego płynu micelarnego Sylveco użyję coś mniej skutecznego). I tu również olejek nie zawodzi. Pełny makijaż zmywa na dwa razy- najpierw rozpuszcza wszystko, co mam na buzi, spłukuję i używam go ponownie, by doczyścić twarz. Nie szczypie w oczy, więc można zmywać nim także makijaż oczu. 
Jest on bajecznie wydajny! Używam przynajmniej raz dziennie (czasami dwa), a wystarczył już mi na ponad dwa miesiące stosowania i jeszcze go trochę zostało (szacuję, iż butelka wystarcza na ok. 2,5 miesiąca). A cena? Jak na taką jakość i wydajność- marzenie- 11,80zł !
Produkt ma króciutki, a do tego rewelacyjny skład. Olejek wykonujemy sami w domu, a to dodatkowa frajda :D
Wszystkie jego właściwości już Wam przedstawiłam, ale dodam jeszcze kilka uwag. Moja cera jest strasznie kapryśna, nie jest łatwo dobrać do niej produkt, po którym nie będzie wysypu. Ten olejek nie spowodował nieprzyjemnych doznań. Nie odczułam, aby wpłynął on jakoś spektakularnie na stan cery, ale obecny w nim olejek z drzewa herbacianego, jak powszechnie wiadomo, jest sprzymierzeńcem skóry skłonnej do niedoskonałości. Liczę więc, że delikatnie pomaga skórze w walce z nimi. Dlatego też zdecydowałam się na tę wersję.

Znacie ten olejek?
A może używaliście innych olejków do mycia buźki?
Czy może w tej kategorii olei jeszcze nie poznaliście?

BUZIAKI ! :* :* :*

3/24/2015

Aktywne serum korygujące- czy skorygowało wygląd mojej twarzy?

Cześć! ;)

Jakiś czas temu pisałam Wam o aktywnym toniku korygującym marki Bielenda, który bardzo dobrze działa na moją twarz. Gdy poznałam jego walory, do pielęgnacji twarzy włączyłam aktywne serum korygujące, oczywiście z tej samej linii, co tonik, czyli Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca. Jak się serum to spisało? Dowiecie się wszystkiego z recenzji :)

SUPER POWER MEZO SERUM

Buteleczka z serum umieszczona jest w tekturowym pudełeczku, na którym znajdziemy informacje o produkcie.
Skład serum:
Biorąc pod uwagę, iż jest to produkt drogeryjny, to ma naprawdę dobry skład, jeśli ktoś poszukuje kosmetyku z kwasami.

Serum znajduje się w szklanej buteleczce, wygląda profesjonalnie.
Buteleczka zawiera 30g produktu.
Butelka zaopatrzona jest w szklaną pepitkę, działającą bez zarzutów.
Moja opinia:
Serum ma lekko oleistą konsystencję, jest troszkę gęstsze niż woda. Nie jest ono tłuste, dobrze rozprowadza się na twarzy. Wchłania się błyskawicznie, pozostawiając twarz gładką, nie ma mowy o jakimkolwiek tłustym filmie, czy lepiącej warstwie. Buźka jest gotowa, by nałożyć na nią krem, choć ja zazwyczaj na serum nie nakładam już nic. Stosuję je na noc, choć można je także nakładać pod makijaż i myślę, że nie powinno być z tym problemu. 
Początkowo, przez ok dwa tygodnie stosowania serum na noc, nie zauważałam jakiś spektakularnych efektów działania owego produktu. Owszem, twarz stawała się bardziej promienna i rozjaśniona, jednak niedoskonałości nadal na niej pojawiały się. Choć serum przyspieszało ich gojenie się. Z czasem wyprysków zaczęło pojawiać się co raz mniej, nie były one też zaognione aż tak bardzo, jak kiedyś. Prawdziwy szok przeżyłam jednak, gdy nadeszły "te dni". Zazwyczaj moja twarz wyglądała jak niewypał, syf na syfku i syfem poganiany był, armagedon istny. A tym razem- szok! Dosłownie kilka niewielkich zmian. I nie sądzę, aby był to przypadek- odpowiedzialność za taki wspaniały stan rzeczy zrzucam na to serum. Gdy efekty używania serum stały się widoczne gołym okiem, zmniejszyłam częstotliwość jego używania- sięgam po nie co drugi, trzeci dzień i nadal jest widoczne jego działanie. Obecnie moja cera jest w dużo, dużo lepszym stanie, niż przed stosowaniem serum. Pojawi się jeszcze na niej "co nieco", choć najczęściej wtedy, gdy ją zaniedbam. Efekty są widoczne gołym okiem i tak, z całą pewnością jest to efekt "wow!". Zaznaczam jednak, że równocześnie stosowałam tonik z tej samej serii.
Ponadto rozjaśnione zostały ślady po wyciskaniu (wiem, nieładnie tak robić) i mniejsze przebarwienia. Działania "anti- age" nie potwierdzam. 
Serum nie podrażnia twarzy, nie wysusza skóry. Nie uczuliło mnie. Żadnych skutków ubocznych nie doświadczyłam. Nie było nagłych wysypów nieprzyjaciół- tzw. oczyszczania się twarzy, nie było łuszczenia się skóry, które towarzyszy kwasowym kuracjom.
Dodam jeszcze, że jest to niesamowicie wydajny produkt- mi wystarczają trzy kropelki, by dokładnie "namaścić" twarz. Obawiam się, że nie zdążę go zużyć w zalecanym przez producenta czasie- trzy miesiące od otwarcia.
Cena to ok. 30zł, choć spotkałam się z promocjami i serum było za 19zł.
Serum to bardzo przypadło mi do gustu. Zrobiło generalne, wiosenne porządki na mojej twarzy ;) Mam nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się, gdy do pielęgnacji włączę krem z tej linii produktów.
Produkt zbiera także całkiem dobre opinie na wizażu, więc zachwycił nie tylko mnie ;) U mnie na pewno znajdzie się w gronie ulubieńców 2015.

Sięgaliście po to serum?
Jak się u Was spisało?

3/19/2015

Piękny zapach to nie wszystko. Waniliowy krem- maska do rąk i paznokci.

Witajcie!

Chyba każda z nas sięga w miarę regularnie po kremy do rąk. U mnie z systematycznością bywa różnie i czasami takie zaniedbanie przypłacam suchą, łuszczącą się skórą. Staram się jednak przynajmniej na noc wykremować łapki. Co sprawia, że po krem sięgam dużo chętniej? Jego ładny kuszący zapach. Takim właśnie kremem, który ostatnio bardzo chętnie używam, jest waniliowy krem- maska do rąk i paznokci, z linii Argan Gold Edition, marki Eveline.
Krem znajduje się w tubce o pojemności 50ml, wykonanej z miękkiego plastiku.
Opakowanie ma ładną kolorystykę, jednakże świecące złoto jest ciężkie do fotografowania.
Tubka zamykana jest na "klik".
Na opakowaniu znajdziemy takie informacje:
Skład:
Kolor kremu wpada w żółtą tonację, dla mnie jest to odcień budyniu waniliowego ;)

Moja opinia:
Krem ma fantastyczny zapach! To jego największy atut, choć nie jedyny. O ile oczywiście lubicie słodkie zapachy to z pewnością przypadnie on Wam do gustu- pachnie wanilią, masłem shea, no sama słodycz! A mało tego, zapach ten jest niechemiczny, taki jadalny i intensywny. Ja oszalałam na jego punkcie i cieszę się, że na dłoniach utrzymuje się bardzo długo. Wyjątkowy zapach kremu sprawia, że chętnie po niego sięgam. Ale piękny zapach to nie wszystko, bo w kremie do rąk najważniejsze jest jego działanie. I tu nie mam zastrzeżeń. Krem wchłania się szybko, nie pozostawia tłustego, czy lepiącego filmu, tworzy na dłoniach przyjemną ochronną warstewkę. Krem odżywia skórę dłoni, nadaje jej miękkości. Pomógł pozbyć mi się przesuszeń, z którymi się borykałam. Łapki stają się przyjemne w dotyku. Choć po krem sięgam kilka razy w ciągu dnia, to obecnie robię to bardziej z sympatii do zapachu, niż z powodu suchości skóry ;) Nie zauważyłam, by krem wpływał jakkolwiek na stan paznokci. Działanie na dłonie jest bardzo dobre, jednak w nazwie produktu wystarczyłoby samo określenie "krem". Podoba mi się fakt, że w składzie kremu nie ma parafiny, zaś znajdziemy w nim olej arganowy, czy masło shea- szkoda tylko, że nie są one gdzieś wyżej w składzie. Niemniej, krem zachwycił mnie od pierwszego powąchania, a działaniem zachwyt ten przypieczętował. Mogę nazwać go swoim ulubieńcem i na pewno zagości u mnie jeszcze nie raz!

Znacie ten krem?
Lubicie takie słodko pachnące kosmetyki?